• Serce kształtuje się według tego, co kocha

    Serce kształtuje się według tego, co kocha

    Spośród wielu miłości, które dziś oferuje świat, w ciszy naszego serca usłyszałyśmy zaproszenie Boga, by swoje życie poświęcić Jego Miłości. Celem naszego życia jest trwanie w miłości i obecności Boga oraz czynienie wszystkiego, co tylko możliwe, by jak najwięcej osób poznało, pokochało i zjednoczyło się z Bogiem.
  • W jedności jest nasza siła

    W jedności jest nasza siła

    Życie we wspólnocie wiary jest jednocześnie darem i zadaniem. Dzielimy z innymi zarówno nasze dary i łaski jak i słabości, i przez to kim jesteśmy przyczyniamy się do całokształtu życia wspólnoty.
  • Oddajemy się całkowicie i niepodzielnym sercem Bogu i naszemu powołaniu

    Oddajemy się całkowicie i niepodzielnym sercem Bogu i naszemu powołaniu

    Ponieważ Bóg pierwszy nas umiłował, odpowiadamy Mu naszą miłością i dobrowolnie wybieramy drogę wskazaną nam przez Chrystusa. Przez naszą profesję zakonną ślubujemy żyć w konsekrowanej czystości, ewangelicznym ubóstwie i apostolskim posłuszeństwie we wspólnocie zakonnej.
  • Nie ma nic szlachetniejszego niż ratowanie dusz dla nieba

    Nie ma nic szlachetniejszego niż ratowanie dusz dla nieba

    Na wezwanie Boga, rozpoznawane w naszych czasach odpowiadamy w duchu błogosławionej Matki Teresy. Pracujemy w szkolnictwie lub w innych dziedzinach, w których nasza służba wychowawcza jest szczególnie potrzebna.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
Zaloguj

Zaloguj się

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Błogosławiona S. Antonina

SIOSTRA MARIA ANTONINA KRATOCHWIL W GRONIE 108

POLSKICH BŁOGOSŁAWIONYCH MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ

DO MĘCZEŃSTWA DORASTA SIĘ PRZEZ CAŁE ŻYCIE...

Kim była Siostra Antonina?

JEJ ŻYCIE...

Maria Anna Kratochwil przyszła na świat w Witkowicach na Morawach dnia 21 sierpnia 1881 roku. W wieku szkolnym została oddana pod opiekę Sióstr Szkolnych de Notre Dame w Bielsku-Białej. Maturę otrzymała w 1906 roku i jako młoda nauczycielka rozpoczęła pracę w Karwinie k/ Cieszyna. Mając 19 lat zgłosiła się do Zgromadzenia. Po uzyskaniu kwalifikacji nauczycielskich i trzyletnim stażu nauczycielskim rozpoczęła nowicjat. Śluby zakonne złożyła 27 września 1910 roku. Otrzymała imię Maria Antonina. W roku 1917 rozpoczęła pracę szkolną we Lwowie, a w 1925 została mianowana przełożoną oraz kierowniczką internatu i szkoły podstawowej w Tłumaczu. W 1932 wróciła do Lwowa, by oprócz nauczania zająć się także formacją kandydatek Zgromadzenia. II wojna światowa zastała S. Antoninę w Mikuliczynie nad Prutem. Na wiosnę 1940 roku wypędzono Siostry z klasztoru, a niedługo potem zaaresztowano i przewieziono do więzienia śledczo-politycznego w Stanisławowie. Na skutek ciężkich warunków więziennych, bolesnych przeżyć, krwawych ran i choroby tyfusu S. Antonina zmarła kilka dni po zwolnieniu z wiezienia, 2 października 1942 roku.


KOCHAJĄCA WYCHOWAWCZYNI...

Była wspaniałą nauczycielką: kompetentną i mądrą, pogodnego i pobożnego ducha. Kochały ją dzieci, cenili nauczyciele, chwalili rodzice. Młode dziewczęta dostrzegały w niej klarowny obraz i wzór autentycznego świadka wiary. Zawsze zabiegała o dojrzewanie do prawdziwego człowieczeństwa. Potrafiła pracować bezkonfliktowo z ludźmi różnych orientacji światopoglądowych. W sytuacjach trudnych była rzeczniczką cierpliwego dialogu i kompromisu dla dobra wspólnego. Wychowywała nade wszystko własną postawą i przykładem autentycznej modlitwy i ofiarnej służby innym.

CIERPIEĆ W SPOSÓB, KTÓRY UŚWIĘCA...

Po wybuchu wojny dom sióstr stał się przystanią dla żołnierzy. Siostry udzielały tułaczom nie tylko schronienia, ale bardzo często opatrywały im rany i dzieliły się swymi skromnymi racjami chleba. W grudniu 1939 okupant sowiecki upaństwowił dom sióstr. Siostrom pozostawiono jeden pokój, w którym musiały zamieszkać w dziewięć osób. Siostra Antonina czyniła wszystko, by chronić wspólnotę przed obezwładniającą beznadziejnością.Trudności i przykrości potrafiła znosić spokojnie. Umiała przebaczać z głęboką wiarą, że nic nie dzieje się bez woli Bożej. Swym optymizmem i wiarą starała się wytwarzać ludzką atmosferę w tych nieludzkich warunkach. Podczas pobytu w wiezieniu siostra Antonina inicjowała modlitwę za prześladowców. Była prawdziwym aniołem pocieszycielem dla współwięźniarek. Krzepiła je dobrym słowem i podnosiła na duchu. Była aż kilkanaście razy poddawana przesłuchaniom. Wychodziła z nich nieludzko zmaltretowana, sponiewierana i pobita. A przecież nie skarżyła się. W swym cierpieniu widziała łaskę upodobnienia się do Jezusa. Zawsze wyciszona, delikatna i spokojna. Patrząc na nią współsiostry karmiły swe dusze jej miłością, wiarą i heroizmem. Po krwawym pobiciu przez strażnika więziennego, ciężko pobite ciało siostry Antoniny było jedną wielką raną. Lekarz stwierdził z przekonaniem po skończonej obdukcji: " To jest męczennica".

WSPOMNIENIA o BŁOGOSŁAWIONEJ

W dziele wychowania kochająca i twórcza...

Byłam uczennicą Seminarium Nauczycielskiego w Tłumaczu, internistką-kandydatką Siostry Antoniny w latach 1931 1935... Siostra Antonina była wspaniałą nauczycielką i wychowawczynią. To był ogromnie dobry człowiek, była zawsze wesoła, pogodna, miała wspaniałe podejście wychowawcze do młodzieży... Bardzo dobra, a przy tym wymagająca i konsekwentna w postępowaniu. Od uczennic wymagała umiłowania prawdy i dokładnego wypełniania obowiązków. Gdy zwracała uwagę, czyniła to z wielkim taktem, spokojnie i delikatnie. Wychowywała przede wszystkim przykładem własnego życia. Uczennice jasno dostrzegały jej autentyczną miłość do Boga i Zgromadzenia, do człowieka i Ojczyzny...
(siostra, l. 77, 1992)

Radości i pogody ducha pełna...

Byłam współsiostrą Siostry Antoniny od roku 1935...
Siostra Antonina miała w swym usposobieniu coś, co zdobywało jej sympatię i przychylność otoczenia. Obdarzona w wysokim stopniu darami natury i łaski, i fakt, że nie była tego świadoma, dodawały jej szczególnego uroku w oczach tych, którzy ją znali. Była prosta i szczera, zawsze taka sama, zawsze pełna humoru i bezgranicznie dobra. Uczennice i wychowanki przepadały za nią... Miała szczególny talent organizowania wycieczek krajoznawczych, urządzania wieczorynek i wesołych rozrywek na terenie internatu, a także wystaw szkolnych w seminarium. Wszystko to owiane było zawsze duchem chrześcijańskim... Wśród rozlicznych prac i zajęć Siostra Antonina nie zapominała o ubogich. Swym wielkim sercem obejmowała ich wielorakie potrzeby... Także we współżyciu z siostrami, zarówno ze starszymi jak i młodszymi, miała zawsze dobre słowo, życzliwe spojrzenie, każdej chciała usłużyć, wyręczyć w pracy... Ceniła sobie życie we wspólnocie, dzieliła się bogactwem swego wnętrza, w dialogu umiała prowadzić do uzgodnienia zdań... Pod koniec życia Pan Bóg dał Siostrze Antoninie to, co zwykł dawać tym, którzy Go więcej miłują, więcej dla Niego pracują, bardziej ofiarnie Mu służą, tj. Bóg dał jej długie pasmo cierpień...

                (siostra, l. 45, 1960)

W przyjmowaniu krzyża niezłomna...
Siostra Antonina była moją przełożoną w latach 1939-1942; byłyśmy razem w więzieniu... W dniu uwięzienia, 9 lipca 1942, mimo bólu byłyśmy spokojne. Wiedziałyśmy, że nie popełniłyśmy żadnego przestępstwa... Ponieważ był to czwartek, więc w łączności z Panem Jezusem w ciemnicy odprawiłyśmy wspólnie z wielkim przeżyciem Godzinę Świętą. Siostra Przełożona Antonina mówiła do nas: *Dzieci, nie wiemy, co nas czeka. Przygotujmy się na najgorsze. Jesteśmy w rękach wroga, najgorsze może nas spotkać, ale przyjmijmy to jako Wolę Bożą dla nas*. To była naprawdę święta godzina. Siostra Antonina modliła się i zachęcała nas do przyjmowania wszystkiego jako Woli Bożej. Uspokajała nas. W celi więziennej, osoby skazane na śmierć zwracały się do Siostry Antoniny w sprawach sumienia, odbywały jakby spowiedź, bo księdza nie było. Była też w naszej celi młoda dziewczyna Łucja, której przodkowie byli Żydami. Rodzice jej byli katolikami, także aresztowani. Łucja była z siostrami w celi. Skazana na śmierć, opuszczając celę, zarzuciła sobie płaszcz na rękę, podeszła do Siostry Antoniny, przytuliła się do niej, ucałowała w rękę i poprosiła o modlitwę. 
[Po pewnej interwencji Siostry Antoniny w sprawie Żydówki] gestapowcy wyrzucili Siostrę Antoninę na korytarz... pobitą wepchnęli z powrotem do celi więzien¬nej... weszła z uniesionymi w łokciach rękami ociekającymi krwią. Była opanowana, zrównoważona, twarz miała jasną, spokojną. Czułam, że cierpi dla Chrystusa, dla wielkiej intencji. Nie wyczuwałam w niej żalu... Nic nie mówiła, ociekała krwią... Po pobiciu Siostra Antonina leżała wsparta na łokciach, z plecami uniesionymi, by nie dotykały siennika. Nie żaliła się...
                                                                    (siostra, l. 47, 1963)

Woli Ojca do końca poddana...
Siostro Antonino, byłaś jedną z nas, jedną z wielu. Moja droga za głosem Pana dopiero się zaczyna. Ty stanęłaś na tej drodze i pokazałaś mi, dałaś odczuć, czym jest prawdziwe powołanie. Pokazałaś mi wartości, jakimi kieruje się człowiek, dla którego Ojciec Niebieski jest ostatecznym celem. Siostro Antonino, to takie trudne - nieustannie dawać i nie chcieć niczego dla siebie... Uproś mi łaskę, bym umiała tak jak Ty wołać do Boga: *Ojcze, w Twoje ręce...*

                                                                                   (nowicjuszka, l. 22, 1999)

 

Mężnie i odważnie za Jezusem idąca...
Siostro Antonino! Nie słyszałam Twych kroków, weszłaś bardzo cicho, był tylko szelest habitu i różańca z ciemnym krzyżem. Czekałam na tę chwilę przez cały dzień.
Położyłaś mi rękę na ramieniu. Twoja dłoń promieniowała pokojem, ciepłem. Nie odwróciłam się. Na ścianie, w świetle nocnej lampki zobaczyłam cień zakonnicy.
-Siostro Antonino, dlaczego nie potrafię zgodzić się na krzyż? Powiedz mi! - wyrwało mi się z zaciśniętego gardła pytanie noszone od dawna.
- Dziecko, nie uciekaj od krzyża. Spójrz, jak bardzo blisko krzyża jest Jezus. Pokazałaś mi ciemny krzyż Twego różańca...
- Tak trwaj z Nim... Do jutra.
Nie słyszałam Twych kroków, odeszłaś cicho, był tylko szelest habitu i różańca z ciemnym krzyżem.
-Do jutra, Siostro Antonino... (siostra, lat 27, 1998)